Bronzer/ puder brązujący ważny produkt w kosmetyczce każdej kobiety.
Każda z nas pragnie mieć pięknie uwydatnione kości policzkowe i wysmukloną twarz.
Niestety, często efekt jest odwrotny, ponieważ zamiast wykonturowanej twarzy "a'la Kim Kardashian" wychodzimy z domu z pomarańczowymi plackami na policzkach.
Przyznaję, że zdarzyło mi się to nie raz. W lustrze, wszystko wygląda pięknie, a gdy wychodzimy z domu ludzie patrzą na nas, jakbyśmy właśnie uciekły z cyrku :)
Używałam już wielu bronzerów- tańszych lub droższych marek, matowych i rozświetlających, bardziej brązowych i bardziej pomarańczowych. Powiem wam szczerze, że nie miałam przyjemności z używania tego typu produktów, ponieważ zawsze kończyło się tak samo- mniej lub bardziej pomarańczowe placki na twarzy.
Pewnego dnia poszłam do Natury w poszukiwaniu kolejnego pudru brązującego. Szukałam czegoś matowego, brązowego i w chłodnym odcieniu.
I znalazłam! W szafie KOBO dostrzegłam piękny, matowy, ciemnobrązowy bronzer- KOBO PROFESSIONAL Matt Bronzing & Contouring Powder, numerek 311 Nubian Desert. Zastanawiałam się przez chwilę, czy nie będzie dla mnie za ciemny,(mam z natury bardzo jasną cerę) ale postanowiłam zaryzykować.
Nie żałuję. Bronzer jest fenomenalny! Po jakimś czasie, stał się bardzo popularny na blogach i YouTube. To już moje drugie opakowanie i jestem pewna, że gdy tylko się skończy, to od razu pobiegnę i kupię kolejne.
Po tak długim wstępnie czas wreszcie na kilka jego zalet:
- ma piękny matowy, chłodny, ciemnobrązowy kolor,
- jest delikatny, nie zrobimy sobie nim "krzywdy",
- nadaje się dla osób z jasną cera, a także z ciemną ,
- długo utrzymuje się na twarzy, a gdy już się ściera, to jest to równomierne, nie powstają plamy,
- regularna cena, to około 20zł, ale można go również upolować znacznie taniej, podczas przecen,
- jest bardzo wydajny.
Polecam wam ten produkt z całego serca. Dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne posty :)
Sara
Trochę o kosmetykach, trochę o modzie i trochę o życiu
Nazywam się Sara. W marcu skończę 21 lat. Interesuję się kosmetykami i ich składami, fitoterapią oraz modą. Miłego czytania!
sobota, 9 stycznia 2016
piątek, 8 stycznia 2016
CETAPHIL emulsja micelarna i krem intensywnie nawilżający- moje zbawienie kosmetyczne!
Cześć, dziś pora na kolejną recenzję kosmetyków, które okazały się być zbawieniem dla mojej cery.
Przede wszystkim warto wspomnieć o tym, dlaczego moja cera potrzebowała zbawienia?
Zachęcona pozytywnymi recenzjami dziewczyn z YouTube oraz efektami, jakie dawały kosmetyki marki Biolaven (podmarka Sylveco), postanowiłam wypróbować naturalne kosmetyki marki Sylveco (nie będę bardzo opisywać problemu, ponieważ być może pojawi się osobny post na ten temat).
W każdy razie początkowo byłam zadowolona, lecz z czasem na mojej twarzy pojawiło się mnóstwo podskórnych grudek, zaskórników i wyprysków. Przerażona przestałam używać tych produktów, ale co dalej? Przypomniałam sobie o emulsji micelarnej marki Cetaphil.
Jak później się okazało był to strzał w dziesiątkę! Grudki stopniowo zaczęły znikać, a cera nie była już taka wrażliwa. Skóra była ukojona, miękka i delikatnie nawilżona.
Dokupiłam również krem intensywnie nawilżający, ponieważ od dawna zmagałam się z suchymi skórkami. Wystarczyły 2-3 użycia i problem suchej skóry był rozwiązany.
-Produkty są bardzo wydajne (używam od ok.2 miesięcy i dopiero skończyła mi się emulsja, kremu jest jeszcze połowa)
-Są niekomedogenne, czyli nie musimy martwić się o to, że nas "zapchają".
-Nie zawierają środków zapachowych.
-Emulsja nie zawiera także mydła, więc po użyciu jej nie odczuwamy "ściągnięcia" skóry twarzy.
Jeśli chodzi o cenę produktów, to nie należą one do najtańszych, ale również nie są drogie. Zawsze możemy kupić też je na przecenach. (ostatnio w Super-Pharm widziałam te produkty za ok. 25zł, a regularna cena wynosi ok. 35zł)
W komentarzach proszę zadawać inne pytania odnośnie tych kosmetyków, jeśli takie będą oraz pisać propozycje na następne recenzje.
Sara
Przede wszystkim warto wspomnieć o tym, dlaczego moja cera potrzebowała zbawienia?
Zachęcona pozytywnymi recenzjami dziewczyn z YouTube oraz efektami, jakie dawały kosmetyki marki Biolaven (podmarka Sylveco), postanowiłam wypróbować naturalne kosmetyki marki Sylveco (nie będę bardzo opisywać problemu, ponieważ być może pojawi się osobny post na ten temat).
W każdy razie początkowo byłam zadowolona, lecz z czasem na mojej twarzy pojawiło się mnóstwo podskórnych grudek, zaskórników i wyprysków. Przerażona przestałam używać tych produktów, ale co dalej? Przypomniałam sobie o emulsji micelarnej marki Cetaphil.
Jak później się okazało był to strzał w dziesiątkę! Grudki stopniowo zaczęły znikać, a cera nie była już taka wrażliwa. Skóra była ukojona, miękka i delikatnie nawilżona.
Dokupiłam również krem intensywnie nawilżający, ponieważ od dawna zmagałam się z suchymi skórkami. Wystarczyły 2-3 użycia i problem suchej skóry był rozwiązany.
-Produkty są bardzo wydajne (używam od ok.2 miesięcy i dopiero skończyła mi się emulsja, kremu jest jeszcze połowa)
-Są niekomedogenne, czyli nie musimy martwić się o to, że nas "zapchają".
-Nie zawierają środków zapachowych.
-Emulsja nie zawiera także mydła, więc po użyciu jej nie odczuwamy "ściągnięcia" skóry twarzy.
Jeśli chodzi o cenę produktów, to nie należą one do najtańszych, ale również nie są drogie. Zawsze możemy kupić też je na przecenach. (ostatnio w Super-Pharm widziałam te produkty za ok. 25zł, a regularna cena wynosi ok. 35zł)
Skład i działanie emulsji
Skład i działanie kremu
W komentarzach proszę zadawać inne pytania odnośnie tych kosmetyków, jeśli takie będą oraz pisać propozycje na następne recenzje.
Sara
środa, 6 stycznia 2016
To kim jestem oraz moja pierwsza w życiu recenzja: Caudalie INSTANT DETOX MASK
Cześć, jeszcze mnie nie znacie, więc troszkę Wam o sobie opowiem.
Nazywam się Sara i w tym roku skończę 21 lat. Interesuję się kosmetykami i ich składami, fitoterapią oraz modą.
Wiele lat myślałam o rozpoczęciu pisania bloga oraz prowadzeniu kanału na YouTube, tak więc postanowiłam zacząć zrobić coś w tym kierunku.
Chciałabym zacząć od recenzji produktu, który naprawdę przypadł mi do gustu. Mowa tutaj o detoksykującej maseczce do twarzy Caudalie.
Jest to kosmetyk organiczny, a marka Caudalie jest przeciwna testom na zwierzętach.
W skład maseczki wchodzą m.in. różowa glinka, wytłoki z winogron i fusy kawy.
Kolejną i najważniejsza zaletą jest oczywiście działanie.
Gdy po ok. 10 min. zmyłam maskę zauważyłam częściową redukcję zaskórników na nosie i brodzie.
Nazywam się Sara i w tym roku skończę 21 lat. Interesuję się kosmetykami i ich składami, fitoterapią oraz modą.
Wiele lat myślałam o rozpoczęciu pisania bloga oraz prowadzeniu kanału na YouTube, tak więc postanowiłam zacząć zrobić coś w tym kierunku.
Chciałabym zacząć od recenzji produktu, który naprawdę przypadł mi do gustu. Mowa tutaj o detoksykującej maseczce do twarzy Caudalie.
Jest to kosmetyk organiczny, a marka Caudalie jest przeciwna testom na zwierzętach.
W skład maseczki wchodzą m.in. różowa glinka, wytłoki z winogron i fusy kawy.
Na opakowaniu jest napisane, że jest to maska głęboko oczyszczająca i zwężająca pory. Początkowo podeszłam do tego sceptycznie, ale po pierwszym użyciu nie miałam już żadnych wątpliwości, że ta maska zostanie ze mną na dłuższy czas.
Używam jej od ok. 2 tygodni, ale już zaobserwowałam widoczne zmiany w wyglądzie i kondycji skóry.
Pierwszymi zaletami, które zauważyłam (poza bardzo estetycznym opakowaniem) był oczywiście kolor i zapach. Ładny(moim zdaniem bardzo ziołowy) zapach umila nam używanie produktu.
Kolejną i najważniejsza zaletą jest oczywiście działanie.
Gdy po ok. 10 min. zmyłam maskę zauważyłam częściową redukcję zaskórników na nosie i brodzie.
Po kilku użyciach byłam już naprawdę oczarowana tym produktem.
Za każdym razem można zaobserwować stopniową poprawę.
Jedyną wadą może być niestety cena kosmetyku (ok.75 zł).
Lecz biorąc pod uwagę wydajność produktu i jego działanie, uważam, że warto w niego zainwestować.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







